wtorek, 20 grudnia 2016

Silent Hunter. Creepypasta po polsku



 Ten chłopak to Kreis Claudio, piętnastolatek. Ma krótkie, brązowe włosy i dość długą grzywkę na boku. Jest całkiem chudy i wysoki, a jego oczy, podobnie jak u większości Azjatów, są czarne.
 Obecnie jest uczniem liceum, lecz z powodu pewnych nieprzyjemnych incydentów, ale i fakt, że zbytnio nie dogaduje się z innymi uczniami sprawia, że nie jest lubiany w swojej klasie. Uwielbia on czytać, szczególnie książki i komiksy, które potrafią wywołać dreszcze, ale też i lubi historie romantyczne. Te właśnie rodzaje są wykorzystywane w wielu powieściach.

 "Hmm... ta książka wydaje się dobra..." skomentował Kreis po przeczytaniu kilku stron, zabierając książkę z półki, po czym wrócił na swoje miejsce.

 "Hey! Wybierzmy się dzisiaj po szkole do
 "Czy to nie jest przypadkiem nowo-otwarty sklep? Chodźmy tam!"
 "Świetnie. Koniecznie też musimy zajść do..."

 "Nuda. Przecież jakakolwiek intertrakcja z ludźmi jest po prostu nudna i irytująca" pomyślał Kreis.

 "Ale... słyszałam, że podobno ostatnio w tamtej szkole obok miała miejsce masakra... wszyscy uczniowie zostali zamordowani!" wykrzyczała Lucy, znajoma z klasy Kreisa.
 "Wiem o tym! Trąbili o tym wczoraj w wiadomościach... to straszne!" Kreis najwidoczniej zainteresowany tematem, odłożył książkę i skupił swoją uwagę na rozmowie.
 "Taak. Morderca nawet pozostawił na drzwiach namalowany krwią uśmiech..."
 "Woah. Czyli jesteśmy teraz w niebezpieczeństwie... Lucy, nie mam ochoty teraz nigdzie wychodzić."
 "Eh, ja też nie mam ochoty. Może po prostu dzisiaj wróćmy wcześniej do domu..."

 "Heh..." Kreis uśmiechnął się ironicznie. "Masakra? Jak uroczo. Niemożliwe, żebym stał się przecież ofiarą czegokolwiek podobnego..." chłopak bez dłuższego zastanawiania się, ponownie powrócił do książki.

Resztę tego jakże nudnego dnia w szkole Kreis spędził na czytaniu. W trakcie wędrówki do domu włożył swoje słuchawki do uszu, wsłuchując się w muzykę i obserwując nieruchome niebo.
 "Może jeszcze dzisiaj spotka mnie coś ciekawego..."  nagle muzyka w słuchawkach ustała, a telefon zaczął dzwonić. Spojrzał na wyświetlacz telefonu, który głosił "MAMA".
 "Hallo? Mamo?" zamiast prostej odpowiedzi, wtedy kobieta po drugiej stronie coś biadoliła.
 "Kreis..." pośród różnych dźwięków, słowa mamy Kreisa były słabe, ale można było usłyszeć.
 'Co się stało?" zmarszczył brwi i wyraźnie się zaniepokoił. W tle słychać było dźwięk syren karetek i wozów straży pożarnej. Ale te wszystkie rzeczy nie były przerażające jak kolejne słowa jego matki.
 "Twój o-ojciec... on... n-nie żyje..."

Te słowa zraniły jego serce niczym najostrzejszy nóż, a płacz mamy rozbrzmiewał w jego uszach nieubłaganie. Chciał coś powiedzieć, ale po prostu nie mógł z siebie nic wydusić. Po jakimś czasie w końcu odzyskał zmysły i zapytał:
 "Mamo, gdzie jesteś?"
 'W fabryce o-ojca..."
 "Zaraz tam będę!" Kreis zakończył rozmowę i czym prędzej pobiegł we wskazane miejsce "Cholera!"

 Nie tylko jego rodzina była zepsuta, nieszczęśliwa... Kreis już nie słyszał tego dźwięku. Dźwięku łamiącego się życia.

Bramy fabryki zostały otoczone przez zainteresowanych gapiów. Po niejakim wysiłku, chłopak w końcu przepchnął się przez tłum, a to co ujrzał, sparaliżowało go. Cała fabryka pochłonięta była w ogniu, z okien wylatywały kłęby czarnego, smolistego dymu, które barwiły niebo, a czasami można było usłyszeć wybuchy od zewnątrz budynku. Ta przerażająca scena była widoczna już z dala. Pomimo wszelakich starań i wysiłków strażaków, ogień nadal nie ustępował. Na parkingu zebrało się setki ludzi, personele medyczni, rodziny ofiar wypadku... w tle rozbrzmiewały rozpatrzone krzyki i jęki. Tylko słowo "piekło" najlepiej opisywało tą scenę.

 "Mamo?" Kreis powrócił do zmysłów i wzrokiem zaczął szukać swojej rodzicielki. Na wszelki wypadek sprawdził każdą karetkę, by sprawdzić czy jego rodzice tam są, lecz w końcu zauważa klęczącą postać we wzrokiem wbitym w ziemię.  "Mamo..." przystaje, a głos utkwił mu w gardle.
Właśnie wtedy w fabryce nastała kolejna eksplozja, a ludzie znowu zaczęli panikować.
Ale on jakby nie usłyszał wybuchu. Był wlepiony w postać swojej matki, której ubrania były pokryte popiołem. Obok niego leżało ciało ojca, spalone tak bardzo, że z trudem było go rozpoznać. W dłoniach umarły trzymał złoty wisiorek, zdradzający jego tożsamość. Był on prezentem ślubnym.
Jego matka tylko gapiła się na złoty naszyjnik w jego rękach. Kreis otworzył dłonie ojca i zabrał od niego wisiorek. Otworzył naszyjnik i obejrzał malutkie zdjęcie rodziców. Mimo, że było nieco spalone, nadal utrzymywało się w dobrej formie. Na zdjęciu para wspólnie uśmiechała się radośnie, jakby byli najszczęśliwszymi ludźmi na świecie, kompletnie nieświadomi, że ten brutalny incydent niedługo ich dosięgnie. "Oddawaj mi to!" jego matka wyrwała mu nagle naszyjnik męża z jego ręki i coś tam mruczy: "Nie martw się... mam go z powrotem, nie martw się..." Kreis jest nieco zaskoczony tym co ona zrobiła, a w nim nagle obudziło się poczucie troski, zmartwienia o swoją rodzicielkę.
 Wnet kobieta raptownie podniosła się. "Mamo?" spytał Kreis, ale ona nawet nie patrząc na syna, ruszyła w kierunku bramy fabryki. Chłopak patrzył tylko jak odległość między nimi wzrasta. Nawet kiedy personele medyczni podeszli do niej z pytaniami, czy wszystko w porządku, ona po prostu je zignorowała. Chciałby pójść za nią, ale jego nogi były jakby przybite do ziemi. Patrzył jak matka odchodzi, póki jej sylwetka nie zniknęła całkowicie z jego punktu widzenia.

Zaraz po pogrzebie ojca, Kreis nadal żył w swoim własnym świecie, ale wszystko zmieniło się tego dnia.

Gdy jego matka straciła ukochanego zwykle wychodziła nie mówiąc dokąd i wracała rankiem. Poza faktem, że matka Kreisa stała się bardzo małomówna, nic nie zmieniło się w jego życiu. Jednak kilka dni później depresja pochłonęła ją już całkiem, a ona stała się niepoczytalna. W przeciwieństwie do swojej spokojnej osobowości, ta druga teraz rzucała w swojego syna przeróżne rzeczy, ostre rzeczy i to nie był jedyny sposób przemocy nad nim. Na jego ciele widoczne były siniaki, czy zadrapania, ale ona wciąż nie przestawała. Chciał najlepiej wtedy uciec, ale ostatecznie Kreis decyduje się jednak znosić ból. Patrząc na swoją matkę, zaczął jej nie poznawać i tracić nadzieję na lepszą przyszłość, a rozpacz zmyła jego poczucie bólu.

Mimo to, chłopak nadal chodzi na zajęcia do szkoły.

Pewnego dnia Kreis wrócił do domu po zakończeniu lekcji, ale po otworzeniu frontowych drzwi zdziwił się tym co zobaczył. Miejsce przypominało jak jedno z tych miejsc rytualnych, które zwykle można zobaczyć w filmach, a ściany pokryte były jakąś czarną tkaniną. Poza tym były porozwieszane dziwne rysunki i niezrozumiałe znaki.
"Witaj z powrotem!"  piętnastolatek spostrzegł, że jego matka miała na sobie czarną szatę, gdy wyszła mu na powitanie. Od razu pomyślał, że coś przed nim ukrywa i od razu włączył mu się alarm. Wnet jakby na potwierdzenie jego obaw, za kobietą stanęli jacyś mężczyźni, również w czarnych szatach.
"Kim jesteście?" zapytał i spojrzał na tajemnicze postacie przed sobą. "Co to ma znaczyć?" matka chłopaka położyła mu dłoń na ramieniu: "Powinieneś byc zadowolony, jesteś jednym z niewielu wybranych kandydatów!" Kreis aż się wzdrygnął: "K-kandydatów?"
"Kandydatów w rytuale, głupcze! Twoja dusza i ciała należą wyłącznie dla niego!" kobieta uśmiecha się do niego, ale jej uśmiech wywiera na chłopaku bardzo złe wrażenie.
Dni stawały się coraz cięższe. Tamci mężczyźni w czarnych szatach nacinali jego skórę aby wydobyć krew lub wbijali drewniane słupki w ciało. Takie rytuały były wykonywane raz na kilka dni, a kończyły się dopiero kiedy Kreis był już na granicy śmierci. Nikt nie był zdolny przerwać jego cierpienia, nawet myślał że po prostu umrze.
Dzień w dzień, w końcu adaptował ten ból.
Zawsze na koniec rytuału bandażują go i zostawiają na kilka dni by doszedł do siebie. To się stało rutyną. Wciąż chodził do szkoły, nawet jeśli był w krytycznym stanie, by nie mieć więcej nieobecności. Kreis otworzył swoją szafę i wyjął z niej czarną bluzę z długim rękawem. Położył ją w jakimś widocznym miejscu by jutro ubrać się w nią do szkoły.
Podobnie jak większości dni, chłopak czytał książkę przy biurku, ale tym razem ma niespodziewanych gości. Zwyczajnie kiedy osiągał punkt kumulinacyjny w czytanej historii ktoś wywrócił jego ławkę, robiąc ogromny hałasu. Głośny dźwięk przyciągnął uwagę niektórych ludzi, ale on jak gdyby nigdy nic nawet nie zwrócił na to uwagi.
"Hej! To prawda, że twój dom służy teraz do czarnych rytuałów?!" pyta Simon, jeden z paczki Lucy, który właśnie kopnął stół Kreisa. Nie wiadomo było skąd on się o tym dowiedział. "Ku**a! Czy on nie da mi po prostu spokoju?!" pomyślał Kreis, a Simon zabrał jego książkę i rzucił nią o podłogę.
"...." Kreis spojrzał na książkę nie reagując na kolegę z klasy, za to tamten kontynuował: "Oczywiście, że to prawda, zważywszy to że twój tata umarł, a matka oszalała! Hahahaha! Jakie żałosne!" Lecz właśnie tą obelgą rzuconą w jego stronę, przekroczył granicę. Kreis podniósł się gwałtownie i złapał Simona za kołnierz. "Ooo, wkurzyliśmy go! Boję się!" skomentował Scott, jakiś inny przydupas Lucy.
Dopiero wtedy Kreis sobie coś uświadomił; jeśli teraz go uderzy, zostanie tylko pobity, ale jeśli go puści... zostanie nazwany tchórzem.
Podczas gdy chciał zadecydować co jak ma postąpić, poczuł na sobie czyiś wzrok. Rozejrzał się i ujrzał siedzącą na krześle Lucy ze swoim uśmieszkiem. Zrozumiał, że to ona nasłała na niego Simona.
Kreis nagle puścił kołnierz chłopaka.
"Nie chcesz się bić? Uderz mnie! Co, boisz się?" Simon obrażał go po raz kolejny.
Tamten spojrzał na niego tylko, zaśmiał się i powiedział: "Heh, myślałem że jesteś po prostu ślepa, ale wygląda na to że i twój mózg jest uszkodzony." po czym spojrzał szyderczo na Lucy.

Dziewczyna wydawała się być wściekła, że została właśnie wyśmiana przez kogoś, kim szczerze gardzi. I na pewno nie zamierzała tego tolerować.
"Jeb*ny sukinsyn!" Simon uniósł pięści gotowy zaatakować.
"Nauczyciel idzie!" wykrzyknął któryś z uczniów, aby ostrzec wszystkich.
"Phi! I tak się kiedyś policzymy!" warknął Simon zanim on i reszta przydupasów wrócili na miejsca.
Kreis stawia ławkę z powrotem na swoje miejsce, podniósł książkę z ziemi i wrócił do czytania, jakby tamto zdarzenie było tylko złudzeniem.
"Zapłacisz za to, gnido!" warknęła Lucy piorunując go wzrokiem.

__________________________________________________________________________
Kolejny dzień.
Kreis oglądał swoją ławkę w klasie, która była pokryta wyzwiskami i jakimiś rysunkami z markera. "To pewnie ich robota..." pomyślał sobie "Jakie niedojrzałe." To samo dzieje się przez kilka kolejnych dni, więc czyszczenie biurka staje się codziennością.

"Hehehe..." chłopak niekiedy słyszy za sobą chichoty innych.

Tydzień później, gdy nastolatek miał zamiar opuścić szkołę, został zatrzymany przez gang.
"Czego chcecie?" popatrzył się na grupę i już wiedział, że jest tragicznie źle.
"Niewiele" odpowiedziała Lucy, a za nią stanęło siedem osób, w tym Simon i Scott "Tylko coś z tobą omówić!"

Następnie gang przeniósł Kreisa do opuszczonej alei na ulicach, pokonując go.

"Do diabła! Dlaczego on nawet nie krzyczy?!" Simon rozpoczął serię uderzeń w brzuch "W ogóle jest człowiekiem?!"
"On nie jest częścią tej czarnej religii? Ciekawe czy może używać czarnej magii..." kopnął go Scott.
"Zobaczymy!"

Kreis leżał na ziemi obejmując głowę ramionami. Tamte wcześniejsze uderzenia w porównaniu do tamtych zabiegów nie były aż tak bolesne, ale i tak zmusiły go do lekkiego kaszlu.

"Zwędziłem kredę z sali lekcyjnej żeby narysować rytualny krąg! Sprawdźmy czy przywołamy coś z jego krwi!" zawołał Scott i wyjął paczkę kred.
"Haha, niezły pomysł. I co tak stoisz? Ruszże się!"
"Eh, dobra, dobra!" Simon wyjął z kieszeni jeszcze nóż i bez wahania rozciął rękawy swojej ofiary.
"Skończone." Scott wydaje się byc bardzo zadowolony z tego co narysował.

Kreis spojrzał na rytualny krąg i wiedział, że to co się wydarzy jest nieuniknione. Chwilę później czuje ból na ramieniu i zauważył, że Simmon już się zabrał do rzeczy. Obserwował tylko jak jego krew kapała na narysowany kredą krąg. Nic się nie działo.

"He? I nic! Co za głupota!" Simon splunął na ziemię zły "Chodźmy, zaczynam się nudzić..."
"Hmm, słyszałem, że do baru przyjdą jakieś nowe dziewczyny."
"Poważka? Musimy to sprawdzić...!"

Po czym gang odchodzi. Żałośnie wyglądający Kreis podnosi się z ziemi i ociera twarz z krwi. "Ach..." rana otworzyła się ponownie.

_____________________________________________________________________-___________


Potem chłopak wrócił prosto do swojego domu; otwierając drzwi ujrzał przed sobą swoją matkę.

"Jesteś spóźniony" mówi z poważną twarzą "Idź się przygotować do rytuału!" Kreis czuje zniechęcenie, ale nie mówi słowa sprzeciwu; Jego matka nigdy nie dbała o jego rany, za to zawsze miała na uwadze to czy rytuał będzie idealny czy też nie.

Po przebraniu czystych ubrań, Kreis już leżał na ołtarzu z matką stojącą obok niego.

"Jest tutaj z nami o 5 więcej magów, więc to się nie może nie udać! Po prostu nie może! Hehehehe!" kobieta spojrzała na syna, który coś mruczał: "To jest ostatni raz, gdy to robimy, prawda?" Na to odpowiedziała: "Tak, dziecko, tak..." Inaczej niż innymi razami, teraz jego matka uspakajała go łagodnie. "Zniosę to do końca..." myślał sobie.

Ale nie miał racji. Był w kompletnym błędzie.

Kreis nagle zostaje przykuty do ołtarza przez ludzi w czarnych szatach. Starał się uwolnić, ale to wszystko było bezużyteczne. "Puszczajcie mnie!" nawet nie przypuszczał, że ostatni rytuał będzie inny niż tamte poprzednie. Że będzie kosztował jego życie!
Ignorując jego szarpaniny i błagania, matka Kreisa wzięła nóż i podeszła do syna. Patrzy na niego oczyma bez jakichkolwiek emocji.
"Rozpocznijmy" powiedziała. Wtedy magowie spokojnym głosem zaczęli mówić coś wspólnie, każdy po kolei. W końcu kobieta uniosła nóż i krzyknęła:

"Oh, mój drogi Panie! Tu przedstawiamy dla ciebie żywy hołd, aby pokazać ci moją lojalność! Proszę, wysłuchaj moich słów! Teraz usłuchaj i pokaż się!"

Szept magów był kontynuowany w tle.

Właśnie wtedy ogromna liczba cieni na podłodze wybiła do góry niczym strzały i jak drapieżne zwierzęta objęły ciało Kreisa. A cienie te były negatywnymi emocjami ludzi, które teraz pochłaniały jego serce i umysł...

"AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! TO BOLI! BOLI!!!" krzyczał przewrażliwię Kreis, a jego ciało zalewa fala bólu. Pewnie nikt nigdy nie mógł sobie wyobrazić tego co przeżywa. Ze względu ja jego dużą wytrzymałość, starał się walczyć, lecz jego ciało stawało się tylko coraz bardziej czerwone.

"Szybko! Niech trochę pokrwawi! W przeciwnym razie jego ciało pęknie od ciśnienia!" jeden z magów upomniał jego matkę.

Przestraszona kobieta, że zaraz straci hołd, szybko robi nie głębokie nacięcie na szyi chłopaka. Stojąc w kałuży jego krwi, śmiała się szyderczo z jego już konającego "Nadszedł czas aby to on wziął twoje życie!" po tych słowach zatopiła ostry nóż w jego klatkę piersiową, przebijając serce. Kreis patrzył na żałośnie wyglądającą twarz kobiety: "Jak zabawnie!" myśli "Ona sądzi, że mogłaby mnie zabić!"
W pokoju nastało milczenie, jak gdyby rytuał ustał. Każdy podchodzi do ołtarza zobaczy czy to się powiodło, a może by tylko zobaczyć martwe ciało...

"Czy się powiodło?"
"To nigdy nie zawodziło! Powinno działać!" matka Kreisa histerycznie krzyczy.
"Czyżby nam czegoś brakowało...?"
"Być może..."


Tak jak są one mylone w efekcie ogromnej siły, wybucha od pozycji wysyłając Kreisa na bok sali. Nagle ciemna mgła przykryła ołtarz. Crack, crack, crack, crack. Dźwięki strzelania rozchodziły się po całym pomieszczeniu. Później z mgły wyszła znajoma postać. To Kreis.

"On wciąż żyje! Nie jest martwy! Rytuał nie powiódł się!" wrzeszczeli magowie zakłopotani.

Kreis spojrzał na nich zimnymi oczami, a mgła natychmiast przerodziła się w ostrą strzałę zdolną do przebicia wszystkich na wylot, tak też się stało z jednym z nich.

Ciało maga prędko zmieniło kolor na czarny i zgniło, aż w końcu zaczęło się topić i pozostał tylko szkielet. Ludzie zaczęli panikować i uciekać w popłochu, jednak z mgły tworzą się kolejne strzały, które przeszywały mężczyzn.

"NIEEE! NIE CHCĘ UMRZEĆ!" mimo tych wrzasków masakra nadal trwa.
Matka Kreisa uświadomiła sobie, że chłopak idzie w jej stronę: "N-nie podchodź d-do mnie!!" była tak osłabiona ze strachu, że wierzgała się na podłodze. Kreis klęknął obok niej i podniósł nóż z podłogi. Widząc przerażenie w jej oczach zaczął się śmiać: "Wykonajmy twój ostatni rytuał!"

_________________________________________________________________________________


Cały pokój był wypełniony zapachem krwi. Na ciele matki chłopaka są różne zacięcia, które wykonał on sam. Jej kończyny były przybite do ziemi, a ona sama była unieruchomiona.
"Ahg... proszę... przestań..." błagała słabo o litość.
"Ha! Czy ty sobie ze mnie żartujesz? Będziesz teraz cierpieć za to, co przeszedłem!" Kreis podniósł zakrwawiony nóż i wbijał go niezliczoną ilość razy w jej ciało, śmiejąc się przy tym.
"Boli? Bardzo boli? Hahahahaha!" spojrzał prędko na dłonie kobiety bez przerywania poprzedniej czynności: "Oh, tylko nie to... zapomniałbym o najważniejszym." zauważył linę leżącą na ziemi i uśmiechnął się pod nosem. Wziął ją i zaczął ją obkręcać wokół szyi kobiety, dociągając każdy z końców, zmuszając tym samym do kaszlu. Za każdym razem kiedy wydawałoby się, że zaraz straci przytomność, po prostu luzował uścisk.
"Nie możesz zginąć tak wcześnie" powiedział spokojnie: "Jeszcze nie teraz" jego matka otworzyła oczy szerzej ze strachu.
"N-nie...!" nie pozwolił jej dokończyć zdania, ponieważ położył rękę na jednej z jej ran na brzuchu i "bawił się" jej organami wewnętrznymi. Złapał za jeden z nich, a na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
"Hehe, znalazłem to" Kreis czuł pompowanie w swojej dłoni. Jego twarz stała się bardziej poważna i chłodna. "I pomyśleć, że krew takiej szumowiny jest taka... ciepła... co za ironia" po tych słowach wyrwał narząd z ciała matki,  krew wszędzie trysnęła, więc w taki sposób została zabita przez własnego syna.

Mgła opadła, a na ziemi walały się kości magów, którzy brali udział w rytuale. Kreis patrzył na zwłoki matki, które miały szeroko otwarte oczy pełne zgrozy. Bez słowa wyszedł z pomieszczenia.

______________________________________________________________________________________


Stojąc w swoim pokoju przed lustrem przyglądał się swojemu odbiciu. Dotknął ostrożnie swojej klatki piersiowej, która wcześniej miała śmiertelne cięcie, teraz jest gładka i czysta, jak nigdy nic.

"Moja lewa źrenica... jest złota..." zauważył "Czy to robota tego, koga nazywali "mistrz"...?" Nagle parę słów pojawiło się w jego umyśle: "Siła... moc... klątwa.... masakra..." uśmiechnął się "Jego potęga jest teraz moja!"

Kreis powędrował do łazienki i wziął prysznic by zmyć z siebie całą krew, po czym ubiera swoje ulubione czarne spodnie i czarną bluzę z kapturem. Posiada białą poszewkę na kapturze z symbolem X, tak samo jest na rękawach i plecach. Co do spodni, po bokach rozciągają się białe pasy. Wtedy sobie coś przypomniał.  Z szafy wyciągnął jeszcze czerwony szalik z czarnymi krzyżami na końcu. "Prawie o  nim zapomniałem" owinął go wokół szyi, a szalik zakrywał pół twarzy, a był tak długi, że sięgał aż do tali.

Po tych przygotowaniach Kreis wylał benzynę po całym domu i zabrał z niego nóż kuchenny przed wyjściem, po czym rzucając zapaloną zapalniczkę, cały budynek stanął w płomieniach.
"Żegnaj"
Po tych słowach obrócił się i odszedł.

_______________________________________________________________________________________


W tym samym czasie Simon i Scott wychodzą z baru gotowi do powrotu do domu.
"Nie widziałem żadnych nowych dziewczyn w barze, Lucy!"
"A jak miałam was wyciągnąć? Poza tym zabraliśmy tamtemu trochę kasy."
"Hahaha! Został zbity jak pies!"
"Co robimy z nim jutro?" zachichotał Scott.
"Śmieci i mazanie po biurku jest już przestarzałe. Wymyślmy coś nowego!"
"Może zmuśmy go do walki z psami? Rozumiecie to? Pies kontra pies! Hahaha!"
"Fajny pomysł!"
"Hahaha!"

Byli bardzo podekscytowani dniem jutrzejszym, gdyż już dyskutowali jak zmusić Kreisa do walki.

Na dachu jednego z budynków Kreis przysłuchiwał się rozmowie w milczeniu, wyciągnął tłumik i szeroko się uśmiechnął, jakby wyśmiewał się z nich, bo za moment czeka ich śmierć.
"Nadszedł czas na polowanie!"
Skoczył z budynku lądując przed grupą i blokując drogę. Kaptur zasłania mu oczy, więc gang go nie rozpoznał.
"Hej! Jak śmiesz blokować moją drogę?! Jeste..." nim Simon dokończył zdanie, jego szyja była już rozcięta przez nóż, a krew rozlała się jak z fontanny. BUM. Jego ciało upadło na czerwoną kałużę i więcej nie poruszyło się ponownie.
Pozostałe osoby patrzyły na zwłoki oszołomieni.
"Hyaaaaaa!" głośny krzyk Lucy wyrwał resztę gangu z szoku.
"On... nie żyje?" mówi Scott "Simon... aaaauuugh! Moja ręka!" Scott patrzy na swoją posiekaną prawą rękę i próbował zatamować krwawienie, ale sekundę później napastnik wycelował nóż w jego gardło.
"Jacy hałaśliwi" Kreis wyjął nóż z jego ciała. W tak krótkim czasie pozbył się dwóch osób.

Widząc przed sobą dwóch martwych przyjaciół, Lucy od razu rzuca się do ucieczki. Oczywiście Kreis nie pozwoli jej żyć!

Kilka cięc nożem, krew tryskała z ich ciał doprowadzając do punktu krytycznego. Kreis spojrzał na Lucy, która siedziała przerażona tym co się dzieje, wpatrzona w mordercę przed nią.

"K-kim ty j-jesteś?" zapytała "
"hahahahahahaaaaahahahahaha!" odpowiedział jej histerycznym śmiechem i podszedł do niej. Umysł Lucy zalała fala strachu.
"Nie podchodź do mnie! Nie zbliżaj się!" patrzyła ze strachem na przykucającego obok niej zabójcę.
"Chcesz wiedzieć kim jestem?" uśmiechnął się tak samo jak wtedy, gdy zabił Simona, po czym uniósł kaptur ukazując swoją twarz Lucy.
"Ty! Jesteś Kr--" gdy Lucy chciała wypowiedzieć jego imię, ten natychmiast wbił w jej serce nóż, zabijając ją.
"Nie masz prawa wypowiadać mojego imienia, kretynko." Kreis założył kaptur ponownie i odszedł z miejsca zdarzenia, nim ktokolwiek by go przyłapał.


______________________________________________________________________________________


"Dzisiaj rano znaleziono kilka zwłok w tutejszej okolicy. Policja twierdzi, że ofiary zmarły z powodu utraty krwi. Z nagrań monitorów wynika, że sprawca miał czarny kaptur i czerwony szalik. Wszystkie ofiary były z tej samej klasy, a tropy wskazują, że to Kreis Claudio był prawdopodobnie sprawcą masakry. Według informacji, Kreis ma około 175 centymetrów wzrostu, brązowe włosy, czarną bluzę i czerwony szalik. Obecnie jest na liście jako poszukiwany przestępca, więc jeśli zauważyłeś kogoś, kto pasuje do podanego opisu, prosimy o natychmiastowe skontaktowanie się z policją. Dziękuję"







____________________________________________________________________________________________
To moja pierwsza przetłumaczona creepypasta, więc na pewno gdzieś tam będą niejasności, ale mam nadzieję że nie będzie to totalny chłam pozbawiony sensu... oczywiście niekiedy potrzebowałam pomocy, ale wytrwałam do końca. Mam nadzieję, że to nie moje ostatnie tłumaczenie. A wybrałam akurat to, bo bardzo lubię Kreisa. No dobra. Ja go wręcz uwielbiam. Tłumaczenie tego tekstu to była czysta przyjemnośc, nie licząc tych momentów, w których już chciałam coś wepchnąc na siłę xD.
Pozdrawiam .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisząc inaczej: Czego słucham..? #7

Nigdy nie byłam przywiązana do konkretnego typu muzyki. I właściwie dalej nie jestem, choć istnieje kilka zespołów i wykonawców, którzy tr...