niedziela, 25 czerwca 2017

Pisząc inaczej: 5 (i więcej) ulubionych postaci z rodem TWD #6


*kolejność jak zwykle losowa*


1. Nick (gra)
Nicolas... z początku arogancji i impulsywny, ale później staje się trochę mniej arogancki, impulsywny bez zmian. Cóż, nie jest zbytnio lubiany wśród graczy, ale w moim zgniłym serduszku zawsze będzie na niego miejsce.

2. Glenn (serial)
Jeśli są tutaj jacyś fani serialu, przyznajcie szczerze, kto na niego nie poleciał? Nie wierzę w to, że gdzieś na świecie żyje jego zagorzały antyfan.

3. Daryl Dixon
Przystojny? Przystojny. Odważny? Odważny. Samodzielny? Samodzielny. Szczery? Szczery. Pomocny? Pomocny. Wierny? Wierny. Hotel? Trivago.

4. Mark (gra) spoilery
Pojawił się tak samo szybko i niespodziewanie jak zginął... a szkoda. Oczywiście mocno wierzę w to, że przysłużył się do wykarmienia... znaczy... zarażenia tamtych gnojków St.John... i był smaczny...

5. Clementine (gra)
W sumie to czemu nie... jest urocza, prawda?


Inne gnojki:
7. Arvo (gra)
8. Luke (g)
9. Lee (pragnę zauważyć, że to jedyny czarny...) (g)
10. Kenny (g)
11. Carol (serial)
12. Maggie (s)


Mała wycieczka po jpg, gdyż mój folder pęka w szwach:












Mam nadzieję, że podobała wam się ta szalona jazda.

sobota, 10 czerwca 2017

Dni z życia CreepyPast 27


Z punktu widzenia Soul Taker...
 - Inaczej to sobie wyobrażałem... - ze zdziwieniem patrzyłem jak mój kompan taszczy za sobą worek z ledwo żywym człowiekiem. 
 - Mieliśmy go uprowadzić - warknął.
 - Ale...
 - Posłuchaj! - Jeff gwałtownie się zatrzymał i odwrócił twarzą do mnie - Widzisz, co ten psychol zrobił z moją twarzą? Jestem szkaradny! Chcę po prostu jak najszybciej wrócić do domu i to jakoś odkręcić. I nie miałem zamiaru pieprzyć się z nim dłużej niż to potrzebne.
Mój zboczony umysł zaświecił, ale na zewnątrz nie dawałem o tym znać.
 - Dostarczmy go do Zalgo jak najszybciej, okay?
 - Okay... - westchnąłem, a Jeff powrócił do targania worka.
Niepokoiłem się nieco, gdyż stawało się coraz ciemniej, a droga do domu wydawała się być bez końca. Cholernie przerażała mnie myśl, że spotkam dawnych "kolegów z pracy". Zdrajca, tak o mnie myśleli. W końcu zrzekając się Skrollverse absolutnie nie miałem prawa żyć. 
 - Daj. pomogę - złapałem za rogi worka i uniosłem go na wysokość bioder. W tej samej chwili z tkaniny wydobył się jęk. 
 - Dobić go? - spytał.
Zamyśliłem się, jakby ta decyzja była moim najważniejszym wyborem w życiu.
 - Szkoda czasu - wzruszyłem ramionami i pognaliłem chłopaka by ruszył przed siebie. Nie mam pojęcia, ile tak przebyliśmy drogi. W pewnym momencie Jeff niespodziewanie się zatrzymał i puścił worek, po czym odetchnął z ulgą. Z worka wydobył się kolejny jęk. Opuściłem go powoli i wyprostowałem palce.
 - Dobić go? - zapytał Jeff znowu - Jego odgłosy są irytujące.
 - Przyzwyczajaj się - spiorunowałem go wzrokiem - Prawdopodobnie będziesz z nim miał do czynienia codziennie.
Chłopak przewrócił oczami, przykucnął i wbił wzrok w czubki swoich butów. Ja zająłem się rozprostywaniem kości, które przyjemnie strzelały. Uwielbiam ten dźwięk! Wnet usłyszałem trzask gałęzi. Natychmiast odwróciłem się w stronę źródła dźwięku. Worek pusty, a metr od niego skradał się nasz więzień. Woho, nawet się nie spodziewałem, że Jeff aż tak bardzo obije mu mordę. Mark zdawszy sobie sprawę, że zwrócił na siebie naszą uwagę, rzucił się do uczieczki, lecz Jeff był o wiele szybszy i w porę złapał go za kostki, przez co uciekinier padł płasko na glebę. Nie tracąc czasu, przygniotłem go swoim ciężarem. Z jego ust wydobyła się wiązka przekleństw.
 - Mogłem go dobić - Jeff stanął przed nim i uniósł nogę, aby (jak przypuszczam) kopnąć chłopaka w głowę, by stracił przytomność, ale powstrzymałem go dając mu sygnał ruchem dłoni. Wyglądał na rozczarowanego, ale przebolał w ciszy to, że z kolejnego pobicia nici. Dźwignąłem naszą dwójkę z ziemi, trzymając Mark'owi nadgarstki za plecami, by miał ograniczone ruchy. Na szczęście nie w głowie mu było teraz stawianie się.  Nie żebym się bał, że rzeczywiście nam ucieknie. Po prostu ta wizja była upierdliwa.
 - Masz jakąś linę? Sznur? - posłałem spojrzenie Jeffowi. Chwilę się zastanawiał, po czym wyjął ze swoich butów sznurówkę.
 - Lepsze to niż nic.. - wybąkałem, przyjmując to od niego. Związałem ciasno okularnikowi dłonie. O dziwo nie wykorzystał tego krótkiego momentu, w którym pozostawiłem go bez nadzoru, co mi było na rękę. Jeff złapał za worek i już przymierzał się do wrzucenia tam bruneta.
 - Nie, nie, nie - powstrzymałem go - Nie będę go taszczył. Będzie szedł.
 - A jak ucieknie? - uniósł jedną brew.
 - Cóż... - westchnąłem - Oby nie.
 - Po co wam jestem potrzebny? - wtrącił Mark, a mnie totalnie zatkało. Może gdyby Jeff nie rzuciłby się na niego z pięściami i nie taszczył w worku, moja odpowiedź: "Masz szansę za zostanie proxy samego Lorda Zalgo i współpracę z nami" brzmiałaby całkiem sensownie. Ale jak on ma nam teraz zaufać, po tym co odwaliliśmy? Nie najlepszy początek znajomości.
 - Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie - odparłem, siląc się, by zabrzmiało to jakkolwiek miło.
 - Och, choćby mała podpowiedź.
 - Chcesz wrócić do worka?
Momentalnie ucichł i przewrócił teatralnie oczami. Złapałem go za nadgarstki i popchnąłem lekko przed siebie. Jeff trzymał się obok nas, nawet na minutę nie spuszczając oczu z okularnika. Mark szedł kulejąc, ale ta forma i tak była szybsza i wygodniejsza. Wzrok miał utkwiony bez przerwy przed sobą i lekko dygotał, nie wiedząc czy ze strachu czy z zimna.
 - Nic ci się już nie stanie - słowa wystrzeliły z moich ust zanim zdążyłem się zastanowić.
Przełknął ślinę.
 - Co ze mną zrobicie? - ponowił pytanie. Milczałem. Nieco zwolniłem uścisk na nadgarstkach wiedząc, że jesteśmy blisko celu. Mimo to nadałem szybsze tempo chodu, gdyż mrok sięgał nas nieubłaganie.
 - Daleko jeszcze? - zapytał Jeff markotnym głosem - Zaraz wyjdą Skrollversi.
 - Nie denerwuj mnie - warknąłem zestresowany. Jakbym o tym nie wiedział! Teraz niemal biegłem, popychając zakładnika w przypływie strachu.

Z punktu widzenia Jeff'a...
 Pomimo dosyć szybkiego tempa, noc i tak nas dopadła, a wraz z nią nasze najgorsze obawy, czyli prawa ręka samego Skroll'a. Security. Creepy Friend. I pomimo faktu, że CP nie specjalizuje się w night watch, skurczybyk ma cholernie dobry wzrok i upatrzył nas w już sporej odległości.
 - Kogo tu trafiłem? - usłyszałem roześmiany głos za sobą - Zdrajca, śmieć i niedoszły przydupas.
Krew się we mnie zagotowała. Ten śmieć nazwał mnie śmieciem.
 - Och, to ty - powiedział Soul takim głosem, jakby się kumplowali - Kopę lat.
 - Po tym co nam zrobiłeś, masz jeszcze czelność tak się odzywać? - ton CF był całkowicie spokojny.
Bezstresowa rozmowa.
Bardzo wolno sięgnąłem do kieszeni i zacisnąłem palce na rękojeści noża. Napiąłem mięśnie gotowy do ataku.
 - I co zamierzasz? - ST puścił Mark'a, żeby odwrócić się do swojego roznówcy - Ty jesteś sam, a nas jest trz... dwóch.
 - Zapomniałeś, że w ciemnościach to ja mam przewagę - twarz wykrzywiła się w okropnym uśmiechu. Zacząłem tęsknić za swoim - Zresztą... jeśli ktokolwiek się dowie, że was spotkałem i nie podjąłem walki, zabiją mnie - na kilka sekund uśmiech zniknął - Poza tym mam kogoś do odbicia - spojrzał na Mark'a i wyciągnął przed siebie ręce, jakby chciał nam powiedzieć: "Popatrzcie na moje pazury! Jaki jestem potężny! Jaki groźny!" Choć przyznaję, jego pazury były godne samego Skrolla.
Przeszły mnie dreszcze na myśl, że takie dziesięć centymetrów mogłoby z łatwością przebić moją skórę. Creepy Friend cofnął prawą nogę, równocześnie lekko się pochylając i przygotowując do ataku. Zacisnąłem szczęki gotowy do odepchnięcia ataku. Soul Taker pchnął zdezorientowanego Mark'a w tył i spojrzał na mnie, po czym znowu na Mark'a, dając mi do zrozumienia: "Zajmij się nim". Oczywiście to mi się nie podobało, ale zdaję się całkowicie na niego.
Creepy Friend z pełną prędkością ruszył wprost na nas.



CDN...






[notka: w świecie proxy istnieją pewne rangi. Security, jedna z nich, oznacza osobę zajmującą się kradzieżą dokumentów, zdobywaniem informacji o innych versach, itd. Night watch to osoby odbywające patrole nocne, a cechuje ich jeszcze lepszy wzrok.]




Dni z życia CreepyPast 30

Witojcie w ostatniej części drugiej serii krapowatych fanfikszion! Nadal zamierzam po tym kontunować tą jakże urzekającą historię. Przecież...