piątek, 21 lipca 2017

Pisząc inaczej: Czego słucham..? #7


Nigdy nie byłam przywiązana do konkretnego typu muzyki. I właściwie dalej nie jestem, choć istnieje kilka zespołów i wykonawców, którzy trafili w moje gusta i mogę ich słuchać na okrągło. Poniżej umieszczam właśnie kilka takich oraz małą próbkę ich twórczości.

*kolejność jak zwykle losowa*

1. Starset
Dobra, kłamałam. Bardziej od innych gatunków jestem przywiązana do rocka.

2. Linkin Park
Choć LN już nigdy nie będzie takie same, z powodu utraty wokalisty, jedno jest pewne - Chester jest niezastąpiony i u mnie jak i u innych fanów będzie miał specjalne miejsce w serduszku.

3. Dzyogas
Konkretny gość, co dużo pisać.

4. Luxior
Może i mam poczucie humoru level debil, ale to seryjnie mnie śmieszy. Trochę. Można się uśmiechnąć. Za to właśnie lubię remixy, no i za rymy, bo why not.

Jak już na tym jesteśmy, przedstawię kilka katowanych przeze mnie remix'ów losowych twórców:

5. Bonecage
Kiedy TWD wejdzie za mocno



To byłoby na tyle w tym poście. Pewnie kilku pominęłam, ale od czego jest opcja edytuj?
A tak seryjnie pewnie będzie jeszcze taki drugi post. A czego Koszmarki słuchają?

niedziela, 25 czerwca 2017

Pisząc inaczej: 5 (i więcej) ulubionych postaci z rodem TWD #6


*kolejność jak zwykle losowa*


1. Nick (gra)
Nicolas... z początku arogancji i impulsywny, ale później staje się trochę mniej arogancki, impulsywny bez zmian. Cóż, nie jest zbytnio lubiany wśród graczy, ale w moim zgniłym serduszku zawsze będzie na niego miejsce.

2. Glenn (serial)
Jeśli są tutaj jacyś fani serialu, przyznajcie szczerze, kto na niego nie poleciał? Nie wierzę w to, że gdzieś na świecie żyje jego zagorzały antyfan.

3. Daryl Dixon
Przystojny? Przystojny. Odważny? Odważny. Samodzielny? Samodzielny. Szczery? Szczery. Pomocny? Pomocny. Wierny? Wierny. Hotel? Trivago.

4. Mark (gra) spoilery
Pojawił się tak samo szybko i niespodziewanie jak zginął... a szkoda. Oczywiście mocno wierzę w to, że przysłużył się do wykarmienia... znaczy... zarażenia tamtych gnojków St.John... i był smaczny...

5. Clementine (gra)
W sumie to czemu nie... jest urocza, prawda?


Inne gnojki:
7. Arvo (gra)
8. Luke (g)
9. Lee (pragnę zauważyć, że to jedyny czarny...) (g)
10. Kenny (g)
11. Carol (serial)
12. Maggie (s)


Mała wycieczka po jpg, gdyż mój folder pęka w szwach:












Mam nadzieję, że podobała wam się ta szalona jazda.

sobota, 10 czerwca 2017

Dni z życia CreepyPast 27


Z punktu widzenia Soul Taker...
 - Inaczej to sobie wyobrażałem... - ze zdziwieniem patrzyłem jak mój kompan taszczy za sobą worek z ledwo żywym człowiekiem. 
 - Mieliśmy go uprowadzić - warknął.
 - Ale...
 - Posłuchaj! - Jeff gwałtownie się zatrzymał i odwrócił twarzą do mnie - Widzisz, co ten psychol zrobił z moją twarzą? Jestem szkaradny! Chcę po prostu jak najszybciej wrócić do domu i to jakoś odkręcić. I nie miałem zamiaru pieprzyć się z nim dłużej niż to potrzebne.
Mój zboczony umysł zaświecił, ale na zewnątrz nie dawałem o tym znać.
 - Dostarczmy go do Zalgo jak najszybciej, okay?
 - Okay... - westchnąłem, a Jeff powrócił do targania worka.
Niepokoiłem się nieco, gdyż stawało się coraz ciemniej, a droga do domu wydawała się być bez końca. Cholernie przerażała mnie myśl, że spotkam dawnych "kolegów z pracy". Zdrajca, tak o mnie myśleli. W końcu zrzekając się Skrollverse absolutnie nie miałem prawa żyć. 
 - Daj. pomogę - złapałem za rogi worka i uniosłem go na wysokość bioder. W tej samej chwili z tkaniny wydobył się jęk. 
 - Dobić go? - spytał.
Zamyśliłem się, jakby ta decyzja była moim najważniejszym wyborem w życiu.
 - Szkoda czasu - wzruszyłem ramionami i pognaliłem chłopaka by ruszył przed siebie. Nie mam pojęcia, ile tak przebyliśmy drogi. W pewnym momencie Jeff niespodziewanie się zatrzymał i puścił worek, po czym odetchnął z ulgą. Z worka wydobył się kolejny jęk. Opuściłem go powoli i wyprostowałem palce.
 - Dobić go? - zapytał Jeff znowu - Jego odgłosy są irytujące.
 - Przyzwyczajaj się - spiorunowałem go wzrokiem - Prawdopodobnie będziesz z nim miał do czynienia codziennie.
Chłopak przewrócił oczami, przykucnął i wbił wzrok w czubki swoich butów. Ja zająłem się rozprostywaniem kości, które przyjemnie strzelały. Uwielbiam ten dźwięk! Wnet usłyszałem trzask gałęzi. Natychmiast odwróciłem się w stronę źródła dźwięku. Worek pusty, a metr od niego skradał się nasz więzień. Woho, nawet się nie spodziewałem, że Jeff aż tak bardzo obije mu mordę. Mark zdawszy sobie sprawę, że zwrócił na siebie naszą uwagę, rzucił się do uczieczki, lecz Jeff był o wiele szybszy i w porę złapał go za kostki, przez co uciekinier padł płasko na glebę. Nie tracąc czasu, przygniotłem go swoim ciężarem. Z jego ust wydobyła się wiązka przekleństw.
 - Mogłem go dobić - Jeff stanął przed nim i uniósł nogę, aby (jak przypuszczam) kopnąć chłopaka w głowę, by stracił przytomność, ale powstrzymałem go dając mu sygnał ruchem dłoni. Wyglądał na rozczarowanego, ale przebolał w ciszy to, że z kolejnego pobicia nici. Dźwignąłem naszą dwójkę z ziemi, trzymając Mark'owi nadgarstki za plecami, by miał ograniczone ruchy. Na szczęście nie w głowie mu było teraz stawianie się.  Nie żebym się bał, że rzeczywiście nam ucieknie. Po prostu ta wizja była upierdliwa.
 - Masz jakąś linę? Sznur? - posłałem spojrzenie Jeffowi. Chwilę się zastanawiał, po czym wyjął ze swoich butów sznurówkę.
 - Lepsze to niż nic.. - wybąkałem, przyjmując to od niego. Związałem ciasno okularnikowi dłonie. O dziwo nie wykorzystał tego krótkiego momentu, w którym pozostawiłem go bez nadzoru, co mi było na rękę. Jeff złapał za worek i już przymierzał się do wrzucenia tam bruneta.
 - Nie, nie, nie - powstrzymałem go - Nie będę go taszczył. Będzie szedł.
 - A jak ucieknie? - uniósł jedną brew.
 - Cóż... - westchnąłem - Oby nie.
 - Po co wam jestem potrzebny? - wtrącił Mark, a mnie totalnie zatkało. Może gdyby Jeff nie rzuciłby się na niego z pięściami i nie taszczył w worku, moja odpowiedź: "Masz szansę za zostanie proxy samego Lorda Zalgo i współpracę z nami" brzmiałaby całkiem sensownie. Ale jak on ma nam teraz zaufać, po tym co odwaliliśmy? Nie najlepszy początek znajomości.
 - Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie - odparłem, siląc się, by zabrzmiało to jakkolwiek miło.
 - Och, choćby mała podpowiedź.
 - Chcesz wrócić do worka?
Momentalnie ucichł i przewrócił teatralnie oczami. Złapałem go za nadgarstki i popchnąłem lekko przed siebie. Jeff trzymał się obok nas, nawet na minutę nie spuszczając oczu z okularnika. Mark szedł kulejąc, ale ta forma i tak była szybsza i wygodniejsza. Wzrok miał utkwiony bez przerwy przed sobą i lekko dygotał, nie wiedząc czy ze strachu czy z zimna.
 - Nic ci się już nie stanie - słowa wystrzeliły z moich ust zanim zdążyłem się zastanowić.
Przełknął ślinę.
 - Co ze mną zrobicie? - ponowił pytanie. Milczałem. Nieco zwolniłem uścisk na nadgarstkach wiedząc, że jesteśmy blisko celu. Mimo to nadałem szybsze tempo chodu, gdyż mrok sięgał nas nieubłaganie.
 - Daleko jeszcze? - zapytał Jeff markotnym głosem - Zaraz wyjdą Skrollversi.
 - Nie denerwuj mnie - warknąłem zestresowany. Jakbym o tym nie wiedział! Teraz niemal biegłem, popychając zakładnika w przypływie strachu.

Z punktu widzenia Jeff'a...
 Pomimo dosyć szybkiego tempa, noc i tak nas dopadła, a wraz z nią nasze najgorsze obawy, czyli prawa ręka samego Skroll'a. Security. Creepy Friend. I pomimo faktu, że CP nie specjalizuje się w night watch, skurczybyk ma cholernie dobry wzrok i upatrzył nas w już sporej odległości.
 - Kogo tu trafiłem? - usłyszałem roześmiany głos za sobą - Zdrajca, śmieć i niedoszły przydupas.
Krew się we mnie zagotowała. Ten śmieć nazwał mnie śmieciem.
 - Och, to ty - powiedział Soul takim głosem, jakby się kumplowali - Kopę lat.
 - Po tym co nam zrobiłeś, masz jeszcze czelność tak się odzywać? - ton CF był całkowicie spokojny.
Bezstresowa rozmowa.
Bardzo wolno sięgnąłem do kieszeni i zacisnąłem palce na rękojeści noża. Napiąłem mięśnie gotowy do ataku.
 - I co zamierzasz? - ST puścił Mark'a, żeby odwrócić się do swojego roznówcy - Ty jesteś sam, a nas jest trz... dwóch.
 - Zapomniałeś, że w ciemnościach to ja mam przewagę - twarz wykrzywiła się w okropnym uśmiechu. Zacząłem tęsknić za swoim - Zresztą... jeśli ktokolwiek się dowie, że was spotkałem i nie podjąłem walki, zabiją mnie - na kilka sekund uśmiech zniknął - Poza tym mam kogoś do odbicia - spojrzał na Mark'a i wyciągnął przed siebie ręce, jakby chciał nam powiedzieć: "Popatrzcie na moje pazury! Jaki jestem potężny! Jaki groźny!" Choć przyznaję, jego pazury były godne samego Skrolla.
Przeszły mnie dreszcze na myśl, że takie dziesięć centymetrów mogłoby z łatwością przebić moją skórę. Creepy Friend cofnął prawą nogę, równocześnie lekko się pochylając i przygotowując do ataku. Zacisnąłem szczęki gotowy do odepchnięcia ataku. Soul Taker pchnął zdezorientowanego Mark'a w tył i spojrzał na mnie, po czym znowu na Mark'a, dając mi do zrozumienia: "Zajmij się nim". Oczywiście to mi się nie podobało, ale zdaję się całkowicie na niego.
Creepy Friend z pełną prędkością ruszył wprost na nas.



CDN...






[notka: w świecie proxy istnieją pewne rangi. Security, jedna z nich, oznacza osobę zajmującą się kradzieżą dokumentów, zdobywaniem informacji o innych versach, itd. Night watch to osoby odbywające patrole nocne, a cechuje ich jeszcze lepszy wzrok.]




sobota, 6 maja 2017

Dni z życia CreepyPast 26


Z punktu widzenia Jeff'a...
Przebudziłem się z niemałym pulsującym bólem głowy. Czułem jak moje nadgarstki były uciskane przez jakieś sznury. Leżałem, a wszelkie próby podniesienia kończyły się zwiększeniem bólu głowy i mrowieniem w okolicach kości ogonowej. Jak długo leżałem?
 - O rety... - usłyszałem głos Bena odbijający się echem.
 - Patrz i podziwiaj! - po tych słowach ktoś mocnym szarpnięciem ściągnął mi przepaskę na oczach. Krótko po tym Dr.Smiley przeciął nożem krępujące mnie sznury.
 - Co się dzieje? - wyjąkałem obserwując niemalże puste pomieszczenie. Na przeciw mnie stał Ben, dokładnie mi się przyglądając. Po chwili elf uśmiechnął się i oznajmił:
 - Aleś ty piękny!
Ja zawsze jestem piękny...
 - Spójrz - czerwonooki podsunął mi pod nos okrągłe lusterko wielkości dłoni dorosłego. Niemal zmroziło mi krew w żyłach i odruchowo wstrzymałem oddech. Lecz po chwili wypuściłem powietrze z płuc i zacząłem zgrzytać zębami. Moja twarz była... okropna! Piękne włosy były ścięte na krótko i przefarbowane na ciemny brąz. Szeroki uśmiech został zaszyty, a ślady zostały zręcznie ukryte pod niewidocznym "makijażem" który oprócz policzków obejmował całą twarz aż po szyję. Moja skóra miała "normalny" biały kolor.
 - Co ty mi zrobiłeś?! - wydarłem się niemal piskliwie. Tętno skoczyło, a ja aż buzowałem z wściekłości. Chętnie rozszarpałbym tego gnoja na miejscu!, ale ze względu na zawroty głowy byłem bezużyteczny...
 - Wiem, trochę spieprzyłem z cieniowaniem włosów i masz przykrótką grzywkę, ale...
 - Dobrze wiesz, że nie chodzi mi o fryzurę! Tu chodzi o wszystko!
Jako tako przefarbowane włosy i nowa fryzura była do zniesienia. Ale twarz...? To co on z nią zrobił jest niewybaczalne.
 - Doceń to co dla ciebie zrobiłem - uśmiechnął się szyderczo - Teraz przynajmniej będziesz mało rozpoznawalny wśród cywili.
 - Nienawidzę cię - warknąłem przez zaciśnięte zęby. Trudno. Szybko wrócę do domu i to naprawię.
Postawiłem zaledwie kilka kroków w stronę drzwi, a już odezwał się ból głowy i musiałem oprzeć się o ścianę.
 - Lepiej się nie przemęczaj - powiedział za mną Dr.Smiley - Przez twoje szarpaniny musiałem cię potraktować większą ilością śro... - nim dokończył po prostu wybiegłem za korytarz trzaskając drzwiami. Już nie chcę wiedzieć czym on mnie nafaszerował, co mi ciął i co dotykał.
 - Jakiś ty piękny! - zawołał ktoś za moimi plecami. Odwróciwszy się ujrzałem Soul'a, który szedł do mnie spokojnym krokiem.
 - Zamknij się - syknąłem jeszcze bardziej zły. Teraz to już muszę, muszę zrobić komuś krzywdę!
 - Szykuj się na misję.
 - Znowu...? - tak! Me modły zostały wysłuchane! - Co tym razem? - morderstwo!
 - Uprowadzenie - na te słowa momentalnie się załamałem.
 - Żartujesz! Nigdy wcześniej nie mieliśmy uprowadzeń!
 - Ty nie miałeś - białowłosy uśmiechnął się szyderczo - Jestem proxy o wiele dłużej niż ty i mam w takich sprawach doświadczenie.
 - Więc idź beze mnie. Ja nie mam doświadczenia.
 - Właśnie dlatego idziemy razem żebyś się podszkolił... - westchnął ciężko - Nie marudź i chodź - złapał mnie mocno za ramię i pociągnął w stronę wyjścia. To chyba będzie najbardziej upierdliwe zadanie dotąd.

Cdn

niedziela, 23 kwietnia 2017

Dni z życia CreepyPast 25




Z punktu widzenia Toby'ego...
 Dzień nieubłaganie zbliżał się ku końcowi, a niebo oblało się krwistą czerwienią. W mojej głowie rodziły się pytania. Czy zdążymy opuścić las przed zmrokiem? Czy poradziłbym sobie w walce z jednym z Skrollverse? Czy oni sobie poradzą? Próbowałem się uspokoić i skupić swoją uwagę na czymś innym. Ale w lesie nie było nic interesującego prócz powiększającej się ilości mijanych drzew.
 - Toby - odezwała się Luna - Odpocznijmy.
Zatrzymałem się gwałtownie i odwróciłem napięcie w stronę rodzeństwa. Kyle, pięć metrów w tyle dyszał ciężko opierając się o drzewo, a Luna zdołająca dotrzymać mi kroku postanowiła sobie usiąść na ziemi po turecku.
 - Jak ty możesz tak biegać? - wysapała zadzierając kark ku górze i obserwując niebo.
 - Przyzwyczajenie - wzruszyłem ramionami. 
No tak, nie wziąłem pod uwagi tego, że mają słabszą kondycję, pomyślałem i zacząłem się bardziej niepokoić. Trzeba pogodzić się z myślą, że czeka mnie nieunikniona bitwa z tymi potworami. Oparłem się o drzewo nieco rozczarowany.
 - W co ja się wpakowałam? - Luna ukryła twarz w dłoniach - Zaledwie tydzień temu wszystko było normalnie... Ja, Kyle, Kenny, Vincent i Rose...  - dziewczyna zaniosła się głośnym szlochem, a po jej policzkach popłynął strumień łez. Spojrzałem zakłopotany na Kyle, który tylko odwrócił się plecami, jakby nie widząc płaczącej siostry.
 - No już... shh... znajdziemy ich... - kucnąłem przed nią - Już w porządku... - mówiłem głosem najmilszym jak się da.
 - Nie mam nawet pewności, że żyją! - wywrzeszczała i zacisnęła szczęki starając się opanować.
 - Masz - niespodziewanie podszedł do nas Kyle i wyciągnął w moją stronę dłoń ze... zdjęciem? Wziąłem do niego skrawek papieru. Tak, zdjęcie. Fotografia przedstawiała piątkę osób - w tym Kyle i Lunę. Pozostałą trójkę stanowiła mała dziewczynka z misiem w dłoni, przypominającą kopię Luny. Chłopak stojący obok Kyle, który dzierżył łyżeczkę. Na jego widok aż mnie zemdliło. Nie był on brzydki, po prostu to była ta sama osoba, która wtedy wybijała nam okna. I która zdecydowała się pomagać Skroll'owi. Poczułem się okropnie, mimo że prawie nie przyczyniłem się do jego śmierci.
 - Jak on się nazywa? - wskazałem na niego palcem.
 - To Kenny - odparł Kyle.
Wróciłem do oglądania zdjęcia. Po lewej stronie stał wysoki chłopak i zdecydowanie wyróżniał się od pozostałych. Podczas gdy wszyscy mieli brązowe włosy i oczy, jego włosy były smolisto czarne, a oczy niebieskie, choć z urody byli podobni. Wszyscy byli też luźno ubrani, a on jakby zaraz miał przystąpić do matury. Wszyscy na fotografii uśmiechali się do kamery stojąc za zieloną tapetą. 
 - To Rose - Luna pokazała na małą dziewczynkę - A to Vincent - pokazała najwyższego chłopaka - Tęsknie za nimi - otarła twarz mokrą od łez.
Myśli w mojej głowie błąkały się jak wściekłe psy. Jeśli nie powiem im o Kennym rozczarują się, a tak to stracą do mnie zaufanie. Chyba się z tym prześpię.
 - Musimy już ruszać - rzuciłem, a po chwili dodałem - Trzeba znaleźć schronienie na noc.
I tak już nie mamy szans by wyjść przed zmrokiem, więc przynajmniej odpoczniemy.
 - Nie jest jakoś szczególnie zimno - powiedział Kyle - Możemy spać pod gołym niebem, na gałęziach drzew...
 - Pogięło cię?! - warknęła dziewczyna - Żebyśmy pospadali?!
Szatyn wzruszył ramionami obojętnie.
 - Czasami w taki sposób ucinałem sobie drzemki. Ty, jak myślisz? - zwrócił się do mnie.
 - W sumie to się może udać - o ile Skrollversi nie chodzą z zadartym w górę nosem. Chociaż jeśli znajdziemy odpowiednie drzewo gęste gałęzie mogą nas ukryć. Przynajmniej w małym stopniu.
 - A jeśli spadniemy? - Luna skrzyżowała ręce na piersi i westchnęła ciężko.
 - Możemy się przywiązać - oznajmił chłopak.
 - Czym?!
 - Nie musicie.. - wszedłem im w słowo - Będę was obserwować i pilnować.
Oboje spojrzeli na mnie jak na idiotę do potęgi.
 - Poszukajmy dobrego drzewa - wyprzedziłem jakiekolwiek pytania i zacząłem rozglądać się po okolicy. Te za niskie, te spróchniałe, tamte za wąskie gałęzie... o, tam! Idealne! Pokazałem dwójce upatrzone drzewko i ruszyliśmy w jego stronę. Pomogłem Lunie w spinaczce. Gdy oni usadzali się wygodnie na szerokiej gałęzi ja wspiąłem się wyżej i ukryłem wśród liści. Co chwilę coś zachaczało o moją bluzę, więc oddałem ją dzieciakom. Przynajmniej zapunktowałem "szlachetnym czynem". Tak mi się zdaje. Z wysoka obserwowałem las. Zapowiada się ciekawa noc.

           Z punktu widzenia Soul Taker...
 - Rozchmurz się - uśmiechnąłem się do Jeff'a szyderczo. Jeszcze nie pogodził się z tym, że na 33,3% w nasze szeregi zawita nowy.
 - Po prostu się przymknij - czarnowłosy z całej siły kopnął niewinną ścianę budynku opuszczonego szpitalu, do którego mieliśmy wejść.
 - Ha, haa... - zaśmiałem się cicho polrawiając kaptur na głowie. Ochrona przed słońcem i tak dalej. Żwawo pchnąłem drzwi wejściowe i wparowaliśmy do środka. Mimo że budynek był opuszczony od siedmiu lat był zadbany. Można powiedzieć, że to miejsce zostało obrane jako miejsce zamieszkania Dr.Smiley. Z opowieści innych wynika, że Slender niejdeniokrotnie próbował zaciągnąć go do swego "domu", ale odmawiał, twierdząc, że tu ma lepsze warunki.
 - Jesteśmy! - wydarł się Jeff i z hukiem otworzył pierwsze drzwi na korytarzu po lewej - Nie ma go tu - z takim samym podejściem otworzył kolejne.
 - Ale ty głupi jesteś - westchnąłem i ruszyłem w górę po schodach. Na drugim piętrze udałem się do sali zabiegowej. Bingo!
 - To ja - odezwałem się i wkroczyłem do środka patrząc na pocięte ciało na stole operacyjnym. Sam Dr.Smiley grzebał przy narzędziach odwrócony plecami.
 - Wooah! - stojący za mną Jeff wydał z siebie jęk pełen zachwytu - Dawno nie czułem zapachu krwi - jego oczy błysnęły.
 - Przerwaliście mi w najlepszym momencie... - westchnął Doktor i zdjął zakrwawione rękawice, które wylądowały w kącie.
 - Daj nam ten środek i znikamy - odparłem.
Czerwonooki zaprowadził nas do innego pomieszczenia, jakim był gabinet lekarski. W przeciwieństwie do reszty budynku to wyglądało jak chlew. Wszędzie rozsypane jakieś proszki, płyny, opakowania po trutkach na myszy i nieprzyjemny zapach chemikalii. Lekarz zaczął grzebać w szufladzie, a po chwili wyjął z niej małą fiolkę z podżółkłym środkiem w sobie.
 - To tyle? - zapytałem odbierając miksturę.
 - A czego się spodziewałeś? Wiesz jak trudno o wszystkie składniki i ile precyzji potrzeba żeby to cholerstwo stworzyć?!
 - Nie jestem w stanie sobie wyobrazić... - odkręciłem i powąchałem specyfik, po który nas wysłał Zalgo - Jak to działa? - do moich nozdrzy dostał się zapach porównywalny do potu zmieszanego z wodą utlenioną z metaliczną wonią. Aż mnie wzbierało na wymioty. Szybko to zakręciłem.
 - Podobnie do pigułki gwałtu i LSD - odpowiedział z zadziornym uśmiechem na twarzy. Po chwili jego kąciki ust opadły i spojrzał na Jeff'a, który był zajęty obserwowaniem widoku za oknem. Kątem oka widziałem jak sięga za sobą strzykawkę z jakimś środkiem. Nie wiem co planuje, ale nie powstrzymam go. W krótkiej chwili pokonał dzielącą ich odległość i wstrzyknął zawartość strzykawki w jego udo, po czym pchnął tak by upadł na ziemię.
 - Co robisz? - spytałem bardziej zaciekawiony niż zszokowany jego działaniem.
 - Uczynię go pięknym! - odpowiedział z entuzjazmem i złapał leżącego pod ramię. Otworzył sobie drzwi i ciągnął go njeprzytomnego przez korytarz.
 - Nie stanie mu się krzywda - zapewnił - Możesz odebrać go wieczorem.
 - Jasne! - przystałem na ten układ. Z uśmjechem na twarzy opuściłem szpital pędząc do Lorda Zalgo przynieść lek.






     Zapraszam na drugiego bloga

wtorek, 18 kwietnia 2017

Pisząc inaczej: 8 ulubionych openingów/endingów z anime #5

 *kolejność losowa*

1. Wolf's Rain (end.)

2. Zankyou no Terror (op)

3. One Piece (op. We are!)
Tak... spośród kilkunastu openingów tego tasiemca mnie urzekł ten...

4. Shinsekai Yori (end.)

5. Yamada-kun i 7 wiedźm (op.)

6. Deadman Wonderland (op.)

7. Hunter X Hunter (end.)

8. Angel Beats! (op)

9. Yuri!! on ice (op)

Znacie któreś z wymienionych, słuchacie?

niedziela, 16 kwietnia 2017

Dni z życia CreepyPast 24


Z punktu widzenia Toby'ego...
 Gdy byłem już pewien, że pozostali proxy są wystarczająco daleko zatrzymałem się i postawiłem na ziemię Kyle i Lunę.
 - Dlaczego to zrobiłeś? - zapytała dziewczyna powstrzymując łzy.
 - Bo nie kłamałem mówiąc, że was obronię - odparłem szczerze. Mam już ich wszystkich gdzieś. Mam serdecznie dosyć podporządkywaniu się tej istocie.
 - To chyba są twoi przyjaciele...
Byli, pomyślałem.
Jeśli wszyscy chcą mnie zdeformować pod swoje ego, to wypisuję się. Koniec bycia "czyimś". Chcę być tylko wolny.
 - Już w porządku - oparłem dłonie o kolana. Może i nie czuję bólu w nogach od długiego biegu, ale jestem wyczerpany. Ile oni ważą? Nieważne. Wyjąłem spod bluzy wydrążoną książkę, w której miałem zbierać informacje na temat Zaka i podarłem ją na setki kawałków. Obserwowałem jak wiatr niesie je ze sobą, inne zahaczały o gałęzie.
 - A ty... - Luna odwróciła się napięcie w stronę Kyle - Chciałeś żebym zginęła! - wykrzyczała bardziej rozpaczliwie niż ze złością i rzuciła się w przód popychając brata na ziemię.
 - Nie marnuj sił - powiedziałem szorstko i wyprostowałem się - Musimy uciekać.
Mi samemu nie podobało się zachowanie szatyna, ale cóż...
Luna popatrzyła na mnie ze zrozumieniem.
 - Zatem ruszajmy - po tych słowach wybiłem na czele naszej małej grupki. Desperacko próbowałem wytyczyć nam trasę, ale gdzie..? W końcu zdecydowałem się na niebezpieczny krok i biegiem ruszyłem w stronę terenów Skrollverse. Istnieje mały promyk szansy, że Masky, Hoodie i Alice ruszą w pościg właśnie tam, szczególnie że zaczyna zachodzić słońce. A przy jeszcze mniejszym szczęściu ujdziemy stamtąd bez żadnych niespodzianek.


Z punktu widzenia Zaka...
- Yo! - przywitałem się z Jeff'em wchodząc do jego pokoju - Czego mnie dziś nauczysz, senpai? - uśmiechnąłem się szyderczo i usiadłem po turecku przed jego łóżkiem gdzie bawił się nożem.
 - Nie nazywaj mnie tak - warknął i wbił nóż w ścianę. Raczej chciał, bo tylko farba pękła, a narzędzie zbrodni spadło z brzdękiem na panele pod łóżko. Był wkurzony, cholernie wkurzony. Mimowolnie moje trzy macki wyszły zza pleców i wiły się po ziemi niespokojnie.
 - Co ci się stało? - spytałem ostrożnie.
 - Zalgo chce sprowadzić nowego przydupasa.
 - Co w tym złego?
 - Ja nie chcę więcej znajomych... szczególnie takich rąbniętych.
 - Rąbniętych?
 - Miałem okazję z nim porozmawiać - westchnął i uderzył twarzą w poduszkę.
 - Może to tylko złe pierwsze wrażenie.. - wymyśliłem coś na szybko. Ja tam się cieszyłem, że poznam nowego człowieka. Rzadko kiedy mogę zobaczyć ludzi z powodu niekontrolowanych mocy... A nowy, cóż, czy będzie tego chciał, musi się przyzwyczaić i znosić moje towarzystwo.
 - Będziemy musieli go jeszcze odbić! - podniósł się gwałtownie - Slener i Skroll też na niego polują... szlag! - na nowo schował twarz w poduszcze i zaczął ją gryźć.
 - Może ma jakieś ultra umiejętności...
Jeff spojrzał na mnie z determinacją.
 - Sprawdzimy go.


Cdn...

Wesołych świąt i mokrego lanego!
Zapraszam też na drugiego bloga o tematyce TWD :3

Pisząc inaczej: Czego słucham..? #7

Nigdy nie byłam przywiązana do konkretnego typu muzyki. I właściwie dalej nie jestem, choć istnieje kilka zespołów i wykonawców, którzy tr...