poniedziałek, 16 maja 2016

Dni z życia CreepyPast 25



Z punktu widzenia Soul Taker...
W mgnieniu oka znalazłem się w pokoju Jeff'a, który to akurat niańczył dzieciaka.
 - Znowu jakaś misja? - spytał czarnowłosy na mój widok.
 - Tym razem coś lepszego! - usiadłem na czyimś łóżku - Wiesz co szykuje Skroll? Szykuje się krwawa jatka!
 - Co takiego? - Jeff nagle stracił zainteresowanie Vincentem.
 - Przypadkowo podsłuchałem, jak Skroll knuje coś z Domino...
 - Dlaczego to mówisz? - nagle w drzwiach stanął Liu - Przecież sam należysz do tego versu. Może po prostu kłamiesz?
 - Nie mówię to WAM, tylko JEMU. Jeff'owi. A co on zrobi z tą wiedzą to jego sprawa. A przekazuje mu ją, bo jesteśmy w końcu współpracownikami...
Liu spiorunował mnie gniewnie wzrokiem. Nie ufał mi ani trochę, najchętniej toby mnie zabił. No cóż, od początku za sobą nie przepadaliśmy...
 - Co dokładniej usłyszałeś? - spytał Liu ostro.
 - Że każdego wykończą z osobna, po cichu, dziś w nocy - odpowiedziałem.
 - Nawet jeśli to prawdo, to wydaje mi się, że też będziesz brał w tym udział.
 - To zależy od woli Skroll'a.
Powoli wstałem z łóżka i ruszyłem w kierunku drzwi. Ominąłem Liu i udałem się na zewnątrz. Ciekaw jestem, czy też będę musiał brać w tym wszystkim udział..?


Z punktu widzenia Jeff'a...
Mimo "ostrzeżeń" Liu, że Soul kłamie z tym wszystkim i tak postanowiłem opowiedzieć wszystko wujkowi. Pytanie - gdzie szukać kogoś bez twarzy? Odpowiedź - Masky i Hoodie na pewno wiedzą. Tak więc, udałem się do nich. Musiałem opowiadać im całą relację z rozmowy Soula... potem musiałem to jeszcze raz powtarzać Kagekao. Jego reakcja na wieść, że jestem przydupaseee... proxy Zalgo - taka bezcenna. Serio, Kagekao? Serio? Oj, nie jesteś na bieżąco... Nareszcie znaleźliśmy go na pogawędce z Alice... *głęboko wzdycha*. Piękna jak zawsze... *tego nie było*. Po raz kolejny opowiadałem to samo. Slender zastanawiał się chwilę, po czym zniknął coś sprawdzić. Wrócił po jakiś pół godzinach. Zarządził spotkanie...


Z punktu widzenia Ben'a...
W mojej głowie rozbrzmiał straszliwy pisk. To Slenderman.. zawsze tak robi, kiedy chce nas wszystkich w jednym miejscu, by coś ogłosić. Niechętnie wstałem i wyszedłem na korytarz. Nie zrozumiałem z jego paplaniny nic, a nic. Po prostu chciałem wrócić do łóżka. Była jedenasta. Jaki normalny no-life wstaje tak wcześnie? Ech... Na całym tym wykładzie wujaszka wszyscy mieli poważny wyraz twarzy, więc żebym nie wyszedł na ignoranta też takową przybrałem. Tak, wiem, jestem aktorem pierwszej klasy. Przez ten cały czas błąkałem myślami po starych lokalizacjach w grze i stwarzałem nowe, własne. Po zakończeniu monologu, czym prędzej wróciłem do pokoju. Długo po tym zjawili się pozostali lokatorzy. Do ich przybycia kartkowałem jakieś zeszyty z rysunkami (ta moja odmiana).
 - Coś za spokojnie wyglądasz... - powiedział Silver przyglądając mi się.
Nie odpowiedziałem, tylko okryłem się szczelnie kołdrą. Potem obudzono mnie, kiedy słońce zaczęło zachodzić. Aż tak długo spałem?
 - Ty jeszcze śpisz?! - Red potrząsał mną - Nie słuchałeś Slendera? Mieliśmy byc gotowi! Boże, dlaczego nikt nie zauważył, że ciebie tam nie ma?!
 - Spokojnie... - wymamrotałem - Nie trzęś mną tak już... nie jest źle...
 - Nie jest źle?! Kurdę, zaraz wpadną tutaj Skrollversi i nas pozabijają!
Momentalnie się obudziłem i wyszerzyłem gały. Skrollverse? Tutaj?
 - Co takiego?
 - Nie słuchałeś Slendera? Dzisiejszej nocy Skrollverse urządzą sobie tutaj krwawą jatkę... dlatego omawialiśmy plan "obrony".
Podniosłem się do pozycji siedzącej.
 - Wszystko jest już zaplanowane?
 - Tak... wszyscy wiedzą co mają robić. Tamci chcą nas zaskoczyć, pozbyć się każdego z osobna, po cichu... dlatego chcemy obrócić ich plan przeciwko im.
Red wyjaśnił mi szczegóły. Równo o 21 poszliśmy na dół, gdzie byli wszyscy. Ktoś wręczył mi do rąk Vincenta. Moje zadanie? Uciekać z nim jak najdalej się da. Zabolało mnie to. Chciałem się przydać, a nie niańczyć tą paskudę!
Nie chcę uciekać! Chcę zostać! Chcę walczyć! Chcę... być... użyteczny... na coś się przydać... nie chcę być tutaj tylko zbędnym balastem...
Razem ze mną miał iść Silver... super...  Ciekawe, co z tego wyniknie?





CDN...


________________________________________________________________________________________
I nareszcie jest 25 notka. Na 26 szykuję na was bombę *szyderczy śmiech*, ale spokojnie, nikt nie zginie... *trzyma skrzyżowane palce za plecami*. Najwcześniej pokaże się jeszcze w ten piąteczek, najpóźniej w tamtą środę... ale shhh... go to dance!

1 komentarz:

Perypetie II

  Vincent zmierzył wszystkich wzrokiem, oceniając ich reakcję. Niski mężczyzna patrzył na Toby'ego ze spokojem, podczas gdy on sam doz...