niedziela, 8 stycznia 2017

Dni z życia CreepyPast 13



Z punktu widzenia Kaspera...
 Święta bożego narodzenia nie były u nas obchodzone. Nikt nie przejmował się wręczaniem prezentów, gotowaniem, ubieraniem choinki. I w sumie dobrze dla mnie. Nowy rok również nie powitaliśmy jakoś specjalnie. Każdy zamiast świętować, został tylko zawalony ogromem prac od wujka. Szczególnie Rogers. A moim zajęciem było... utworzenie wielkiego satanistycznego symbolu tak gdzieś kilka metrów od domu. Kompletnie nie wiedziałem w czym to miało pomóc, ale wykonałem zadanie. Symbol wykonałem oczywiście z krwi niewinnych ludzi. Żeby było jeszcze ciekawej, na cel obrałem sobie głęboko wierzących, fanatyków i ministrantów. To była świetna zabawa! Szczególnie kiedy wyciągali w moją stronę swoje śmieszne różańce i powtarzali frazę: "Jezu, obroń mnie!". To zabawne, że ludzie zasłaniają się bogiem, skoro ich czyny są miarą, a i tak po śmierci utoną w morzu piekielnego ognia.
Najzabawniejsza była moja ostatnia ofiara - dziewczyna ministrant. Mimo swojego tytułu, nie była wierzącą. Chodziła w tamte miejsca z przymusu. Skąd to wiem? Ja to czuję. Zamiast składać modlitwy, zaczęła rzucać we mnie różnymi przedmiotami. Co za zabawna osoba!
 Z całym zadaniem wyrobiłem się do późnego wieczora. Właśnie wtedy wujaszek zwołał wszystkich na spotkanie do salonu. Nadal nie przyzwyczaiłem się do tych irytujących dźwięków w mojej głowie. Zaskakujące było to, że zakochany w sobie blondi był miły, nie tylko dla Zaka, dla wszystkich. Druga rzecz - niektórzy znowu dramatyzowali o Skrollverse i innym gangu. I o jakimś podziele lasu na alfa, beta i omega. Z nabytych informacji wynikałoby, że alfa to teren przydupasów Skrolla, beta to tamci drudzy, omega to my - i nie podobało mi się to, ponieważ omega kojarzy mi się z ofiarą losu. Meh... Zebranie skończyło się równo o północy. Większość po prostu poszła spać, ja postanowiłem towarzyszyć Jasonowi w tworzeniu lalek z ludzi. Bardzo ciekawy proces. Nauczyłem się od niego jak w bardzo krótkim czasie pozbyć się większości organów. Jednak nie mogłem zostać z nim do samego końca. W pewnym momencie jego oczy błysnęły na zielono, a dłonie zmieniały barwę na czarno. Czyli najwyższa pora uciekać. Wycofałem się po cichu i zawędrowałem do miasta. Obszarpany, ociekający krwią nie przejmowałem się zbytnio przechodniami czy rzadko spotykanymi autami. Spacerowałem jeszcze jakiś czas nim wróciłem do domu. I właśnie tam spotkałem się z TYM.
 Cały salon... nie, cały dół wyglądał jak po wojnie. Na ścianach i meblach były ślady pazurów. Wszystko było poprzewracane, po podłodze walały się kawałki szkła, nieduże plamy krwi. Co się do cholery stało?! W pierwszej chwili pobiegłem do góry, sprawdzić czy wszyscy są jeszcze żywi. I wiecie co? Spali jak zabici!
Pytanie - kto z całej bandy psychopatów jest najodpowiedzialniejszy?
Odpowiedź - pewnie Masky.
 Przemknąłem do jego pokoju i szturchnąłem go w ramię. Raz... drugi... gdy tylko otworzył oczy, zatkałem mu usta dłonią.
 - Mhmmmhmm - pisnął i się szarpnął.
 - Shhh, to ja - szepnąłem i nachyliłem się tak by zobaczył moją twarz - Nie krzycz - odsłoniłem mu usta.
 - Kasper? - zamrugał oczami i podniósł się do pozycji siedzącej.
 - Jesteś potrzebny.
 - Na co? Dlaczego akurat ja? - ziewnął.
 - W końcu jesteś pupilkiem wujaszka, czyż nie? - złapałem go za nadgarstek i pociągnąłem do drzwi - Chodźże - pokierowałem go do salonu.
 - Woah - zdziwił się na widok całej demolki - Co się tutaj...?
 - Nie mam pojęcia, właśnie dlatego cię obudziłem - przerwałem mu.
 - Może zwykli włamywacze czegoś szukali? - rozejrzał się i chodził między meblami tak by nie stanąć na szkło.
 - To jak wytłumaczysz krew?
 - Pewnie ktoś z nas chciał ich przepędzić i dostali w zęby... - westchnął.
 - Gdyby tak było, tutaj walałyby się trupy! - oznajmiłem troszkę za głośno.
 Nagle usłyszeliśmy stuknięcie w rogu pomieszczenia i cichy jęk. Masky wziął kawałek drewna z gwoździem i powoli tam ruszył, a ja po prostu szedłem za nim.
 - Moje oczy... - kolejny jęk przepełniony bólem z tamtego miejsca. Gdy znaleźliśmy się wystarczająco blisko, Tim odrzucił na bok firankę, która przykrywała tego owego kogoś. Zobaczyliśmy Bena leżącego twarzą do podłogi w kałuży krwi. Ubrania miał poszarpane, ale na ciele nie dostrzegłem żadnych zadrapań.
 - Ben? - Masky rzucił swoją broń na bok i kucnął obok niego - Co się tutaj stało?
 - Blondi? - odwróciłem go na plecy i aż na sam widok mnie zemdliło. Jego twarz... była cała w zadrapaniach, a w niektórych miejscach obdarta ze skóry. Na lewym policzku skóra dosłownie wisiała.  A oczy... miał tylko jedno. Ktoś wydłubał mu lewe oko, a okolice prawego też były podrapane jakby ktoś się za nie zabierał. Dodatkowo było całe szklane, napełnione łzami.
 - Moje oczy... - jęknął - Zabrał moje oczy... - z prawego oka poleciały wielkie jak grochy łzy. Kiedy tylko zetknęła się z obdartą częścią twarz, zajęczał bardziej. Doprawdy, nawet nie mógłbym wyobrazić sobie jego bólu.
 - Leć po Hoodie i rozkaż mu zawołać Slendermana! -polecił Masky, więc zrobiłem tak jak mówił. Godzinę później wydawałoby się, że jest wszystko w porządku. Umiejętności lekarskie wujaszka jak zwykle nie zawiodły. Ale Ben płakał tak mocno, że nie był wstanie powiedzieć co się stało. Masky był zmuszony do ciągłego zmieniania mu bandażów, bo tamte mokły.
 - Zabrał mi oko... - powtarzał cały czas. Przez te kilka godzin ja zająłem się wyrzucaniem mebli. I tak na nic się nie zdadzą.
Ostatecznie Masky założył mu szpitalną opaskę na pusty oczodół. Skórę miał różową i zapewne piekącą.
Gdy nie było już ani jednego mebla, w szkle znalazłem coś bardzo ciekawego. Na początku myślałem, że to piłka, ale po złapaniu to w dłoń, okazało się, że to oko. Jego. Chciałem mu to wręczyć do ręki, ale pomyślałem, że zacznie się większa histeria, albo będzie chciał je włożyć na miejsce.
Więc zgniotłem je w dłoni, a szczątki wyrzuciłem na ziemię i rozdeptałem.


Z punktu widzenia Bena...
 Dopiero nad ranem zdołałem się uspokoić. Do tego czasu w pomieszczeniu nie było żadnych oznak walki - czyli nie było niczego. Chciałem uniknąć pytań innych o to co się działo w nocy, więc gdy tylko Tim po coś wyszedł, uciekłem na zewnątrz, w miejsce gdzie nikt by się po mnie nie spodziewał - nad staw. Usiadłem pod drzewem, dwa metry od brzegu i po prostu tępo patrzyłem przed siebie, analizując wydarzenia z nocy. Byłem na siebie cholernie wściekły. On mnie przecież ostrzegał! Groził, że przyjdzie po moje oczy jeśli nie będę taki jak on sobie życzy. Zacisnąłem zęby ze złości i zacząłem rzucać kamienie w wodę. Gdyby nie moja fobia, pewnie sam bym przywiązał do siebie głaz i tam wskoczył.
 - Ben! - usłyszałem krzyk. Zaraz po tym obok mnie przykucnął zasapany Toby - Wszędzie cię szukałem - powiedział jakby z wyrzutem - Dlaczego uciekłeś?
 - Nie chciałem się z nikim widzieć - rzuciłem kolejnym kamieniem.
 - To nie jest wystarczający powód - oznajmił - A teraz zmiana tematu: kto ci wydłubał oko?
 Aż zakuło mnie na samo wspomnienie. On po prostu przyszedł od tak sobie, uderzył w tył głowy i...
 - Dlaczego się trzęsiesz? - zapytał nagle. Rzeczywiście, cały dygotałem.
 - Nie twoja sprawa kto to był - warknąłem. Nie mogłem powiedzieć kto to był. Przecież nikt by nie uwierzył. A nawet jeśli, to by się spytał o powód, a wtedy uznałby, że wymyślam bajki.
 - Po prostu się martwimy... - westchnął i spuścił głowę - Jeżeli moglibyśmy coś zro...-
 - Ah, zamknij się! - rzuciłem kolejnym kamieniem - Po prostu mnie zostaw!
 Toby popatrzył na mnie uważnie, po czym bez słowa wstał i ruszył w swoim kierunku. Żałowałem, że musiałem być tak wredny, ale nie chcę stracić drugiego oka i drugi raz przez to przechodzić.
Ponieważ nasza umowa polegała na tym, że jeśli będę miły... przyjdzie i wydłubie mi je.
A tą osobą był mój martwy od trzynastu lat ojciec.


CDN...

1 komentarz:

  1. I w tym momencie nie wiem co się odpiernicza O.o
    Ben, biedaku. Twoje oczko.
    [*]---> znicz dla twojego oczka.
    Toby to prawilny ziomek.
    Ale... Ale czemu martwy-od-13-lat ojciec Bena nie pozwala być Benowi miły?
    Zabijmy go po raz drugi. Plz.
    Przez spaczony anime mózg branie oczek kojarzy mi się tylko z jednym filmem...
    No i Naruto, ale nie wyobrażam sobie, żeby Ben miał sharingana XD

    OdpowiedzUsuń

Pisząc inaczej: Czego słucham..? #7

Nigdy nie byłam przywiązana do konkretnego typu muzyki. I właściwie dalej nie jestem, choć istnieje kilka zespołów i wykonawców, którzy tr...